Strona główna > publicystyka > O graniu w RPG na konwentach

O graniu w RPG na konwentach

OK, jeszcze trochę o konwentach, tym razem nie o graniu, a o organizowaniu grania. Inspiracja to w jakiejś mierze tegoroczny Polcon, w tym sensie że to co tam było i czego nie było + kilka rozmów sprawiło że myślałem chwilę o tym jak ogarniać RPG na konwentach. Może komuś się to do czegoś przyda.

No więc znam kilka sposób traktowania grania w RPGi przez organizatorów konwentów. Dwa skrajne są takie:
(a) zrobić imprezę przede wszystkim RPGową (jak Lajconik, Stary Port czy pierwsza Zjava (o ile się orientuję, to na kolejnych edycjach zaczęły się pojawiać jakieś prelekcje itp.))
(b) po prostu olać granie w RPG (co wiele osób, słusznie czy nie, kojarzy z konwentami organizowanymi przez „stary”, „literacki” fandom) – jak ktoś chce grać, to niech sobie sam zorganizuje

Ale powiedzmy że mamy konwent który chciałby mieć —

(dygresja: to czy i dlaczego konwent mógłby chcieć mieć ludzi grających w RPG jest zupełnie nieoczywiste. Można uważać że granie w RPGi na konwencie to więcej problemów niż korzyście, dwa przykładowe powody, jakie czasem się pojawiają w rozmowach o graniu na konwentach, to:
(1) granie w RPGi pożera mnóstwo miejsca – weźmy przykład sal, bo jest łatwy. Osobna sala dla 5 osób na cztery godziny to cztery punkty programu mniej. Ogólniej, tam gdzie w komfortowych warunkach można zmieścić 5 sesji (czyli, na przykład, między 18 a 22 w piątek, 10 a 22 w sobotę oraz 10 a 14 w niedzielę), można spokojnie zmieścić 20 punktów programu – a, nawet pomijając kwestię tego co lepiej będzie wyglądać w materiałach promocyjnych imprezy, mamy trzydzieści zadowolonych z sesji ludzi vs, tu trudno szacować, ale potencjalnie i trzysta+ osób zadowolonych z prelekcji; „co się bardziej kalkuluje?” nie jest trudnym pytaniem,
(2) granie na konwentach, z losowymi osobami, i tak prawie na pewno jest niesatysfakcjonujące dla uczestniczących w sesji; lepiej więc mieć dla nich dobry program prelekcyjny, i w ten sposób załatwić kwestię RPGów —
(dygresja do dygresji: temat granie vs tylko prelekcje RPGowe jest w ogóle dość trudny, ja na przykład uważam że zrobienie tylko prelekcyjnego bloku RPGowego bez dobrze ogarniętej możliwości zagrania jest całkowicie bez sensu, ale to osobna sprawa))

— no więc powiedzmy że mamy konwent który chciałby mieć granie w RPGi jako jeden z wielu elementów swojego programu. Jak to zrobić?

Znowu, znam trzy sposoby; układam je od najbardziej do najmniej angażujących organizatorów.

Pierwszy jest mało popularny w Polsce – właściwie to widziałem ten sposób tylko raz, kiedy użyłem go na organizowanym z ekipą Lans Macabre Fanfeście w Tarnowie w 2010 – i piszę o nim tylko dlatego, że uważam go za najfajniejszy (chciałbym się mylić, ale nie widzę wielkich szans na to, że na ogólnofantastycznym konwencie w najbliższym czasie ktoś to skutecznie zrobi). Gry Na Życzenie (kalka Games on Demand) działały tak: przychodzisz do sali RPGowej, mówisz w co chciałbyś zagrać, a my to załatwiamy, dzięki temu że mamy dogadanych MG którzy mają dyżury ustawione tak, żeby pokrywać możliwie wiele różnych systemów. W optymalnym układzie (jeśli przychodzisz z kilkoma innymi graczami), po paru minutach od wejścia do sali RPGowej zaczynasz grać. Ten model jest super, bo:

+ jest najbardziej elastyczny, jeśli chodzi o gry i konwencje, ale też dostosowanie sesji do graczy

Ale ma podstawową wadę:

– ogarnięcie go wymaga masy ludzi
– być może dzieli dwie pierwsze wady ze sposobem drugim (zrobiliśmy to tylko raz i mieliśmy wtedy świetne RPGowo zaplecze, więc po prostu nie umiem ocenić)

Drugi był stosowany na krakowskich ConQuestach i Imladrisach jakoś koło 2006. Polega na tym, że zapraszamy kilku MG na konwent, żeby poprowadzili specjalne sesje dla uczestników. Zapisy na ogół odbywały się metodą karteczkową, tj. o określonej porze (na przykład godzinę przed sesją) udostępniano tyle karteczek, ilu graczy, i kto miał szczęście być w pobliżu, mógł się załapać na sesję. To ma podstawową zaletę:

+ mamy niezłą gwarancję tego, że sesja będzie dobrze poprowadzona i satysfakcjonująca dla graczy

Ale sporo wad:

– MG trzeba zaprosić, a to jednak na ogół wiąże się z wejściówkami lub jakimiś fantami w ramach wynagrodzenia
– trudno w ten sposób odkryć nowych, ale fajnych i nieznanych organizatorom prowadzących
– system karteczkowy jest nieefektywny, i kompletnie nie radzi sobie z sytuacjami kiedy u konkretnej MG chce zagrać, powiedzmy, dwadzieścia osób
– można by argumentować że to podejście ignoruje nołłanów i premiuje fejmusów, co z kolei jest Złe

Trzeci sposób, to taki w którym dostarcza się uczestnikom dobry sposób kontaktu ze sobą, trochę miejsca do grania, i niech sobie radzą sami. Orient Express trochę korzystał z tego modelu (czy skutecznie, możemy porozmawiać przy innej, off-line’owej okazji) (i trochę tylko, bo na ogół robiła się sala OE, co lekko dryfowało w stronę Gier Na Życzenie). Na ogół robi się to tak: MG zapisuje na kartce ilość graczy, grę którą prowadzi, kilka zdań opisu i godzinę, po czym wywiesza tę kartkę na specjalnie do tego przysposobionej tablicy. Tablica funkcjonuje jako miejsce spotkań MG i graczy, i pozwala tym ostatnim dowiedzieć się kto i co prowadzi.

+ to funkcjonalny model, o ile jest dobrze zrobiony. Tegoroczny Polcon, z jego fatalnym oznakowaniem, jest przykładem na to jak tego nie robić (od umiejscowienia i wykonania „tablicy”, przez problemy z miejscami do grania, do braku informacji dla potencjalnych graczy)
+ organizatorzy konwentu nie muszą sami ogarniać sesji, dostarczają tylko dobrych warunków, a reszta robi się sama (na Avangardach i Zjavach, afair, konwent dodawał zachęty dla prowadzących w postaci losowania jakichś fantów, co jest miłym akcentem, ale da się i bez niego)

– jeśli ten model jest źle zrobiony, w praktyce sprowadza się do olania RPGów
– oczywiście, jest też jakieś ryzyko tego, że żadni MG się nie zgłoszą, ale szczerze mówiąc, przy dobrze ogarniętym punkcie kontaktowym, jeszcze nigdy nie widziałem tego scenariusza

Oczywiście, to nie jest wszystko. Sytuację modyfikują konkursy takie jak Puchar Mistrza Mistrzów, Gramy!, i podobne. Tegoroczny Polcon jest niezłym przykładem na to jak PMM zmienia sytuację. Odbyło się 26 (+5+2) sesji, dla pewnie jakichś 70+ graczy. W praktyce, PMM zrobił się osią grania w tym sensie, że MG którzy normalnie by w konkursie nie startowali, wzięli udział bo PMM zapewniał graczy i miejsce (o ile wiem, dzieje się tak niezależnie od tego, że na konwencie jest chaos organizacyjny -myślę o np. Avangardzie 2010). I gdyby nie PMM, to na Polconie – poza Dziedzictwem Imperium w czwartkowej kolejce – byłoby bardzo kiepsko z sesjami. To ma swoje minusy – trzeba zaprosić sporo sędziów, na przykład. Ważniejsza rzecz: kiedy konkurs przenosi się do fazy półfinałów i wyżej, dostępność sesji dla losowych uczestników konwentu znacząco spada (Gramy! jest pod tym względem świetnym przykładem), i w efekcie, jeśli konkurs jest wyłącznym lub prawie wyłącznym dostawcą sesji na konwencie, dobre warunki do grania znikają od połowy konwentu.

Niektóre konwenty, ze względu na dużą ilość uczestników, dzielą imprezę na kilka części. Np., tegoroczny Polcon miał cztery budynki, łódzki miał dwa (nie licząc szkoły/szkół noclegowych). Zwykle robi się to tak, że prelekcje i spotkania z pisarzami dzieją się w jednym budynku, a games room, sesje i larpy w drugim. Moim zdaniem to nieszczęśliwy podział – dużo bardziej komfortowo dla zainteresowanych RPGami byłoby mieć sesje i prelekcje RPGowe w jednym miejscu, tak żeby można było łatwo i szybko przemieścić się z jednego na drugie. Pod tym kątem zazdroszczę czasem mangowcom, którzy czasem (jak na tegorocznym Polconie) są izolowani w tym sensie, że dostają osobny budynek w praktyce dla siebie. Moim zdaniem, byłoby lepiej gdyby podobnie odizolować część RPGową konwentu.

Ostatnia rzecz to wykorzystywanie premier. Na Polconie miały premierę: polska wersja Apocalypse World, oraz dwie rodzime gry, Iron Space i Idee Fixe, no i jeszcze odświeżony Wolsung. Ogólnie, było to dość dziwnie zorganizowane – stoiska z AW, IS i IF nie były w budynku z całą resztą wystawców, ale nie były też (a jeśli, to na tyle nieczytelnie że nie udało mi się ich dopatrzeć) w żaden sposób oznaczone w materiałach konwentowych. Premiery AW i IF nawet odbywały się w tym samym czasie. A premierę gry jest super łatwo wykorzystać do zorganizowania sobie grania na konwencie (zwłaszcza na sobotę) – ekipa od AW coś podziałała, ale mieli nieco pod górkę (to że sale w których odbywał się PMM były pozamykane w sobotę w trakcie gali zajdlowej to dość słaba sprawa). Szkoda że organizatorzy konwentu tego w żaden sposób nie wykorzystali, tym bardziej że nie wiadomo kiedy coś podobnego będzie miało miejsce, he he. A, dobry przykład tego jak wydawca RPGa może dostarczyć atrakcji RPGowych to Wolsung na życzenie, robiony kiedyś przez Kuźnię Gier (która zawsze ma wokół siebie jakichś zaprzyjaźnionych MG którzy coś poprowadzą jak tylko zbierze się paru chętnych).

Ups, miało nie być o Polconie. Przepraszam, skłamałem ;-)

Kategorie:publicystyka Tags: ,
  1. Wrzesień 9, 2013 o 1:11 am

    Ciekawa analiza. Swoją drogą… Wiesz może, czy ktoś ma (zbiera) dane na temat ilości sesji prowadzonych na poszczególnych konwentach? To by była ciekawa statystyka.

    Co do stoisk i ich oznaczenia: jeśli chodzi o AW to była to częściowo nasza wina (wydawcy), ale w zasadzie wyszło nam to chyba na dobre (ja jakoś zawsze wolę być bliżej programu niż targów, może przejdzie mi z czasem).

    • juliusz
      Wrzesień 9, 2013 o 1:18 pm

      Wiem że Lajconik, Zjava i podobne inicjatywy zbierają statystyki, ale nie pamiętam żebym kiedyś trafił na taką informację ze strony ogólno-fantastycznego konwentu (przy Fanfeście i Confuzji pamięć mnie trochę zawodzi, ale prawie na pewno nie zbieraliśmy informacji o tym ile czego ogólnie zagrano).

      Pełna zgoda co do AW, też uważam że wyszło Wam to na dobre, np. dlatego że ludziom dużo łatwiej było na Was trafić (i to ciekawe, bo niewykluczone że dałoby się z tego zrobić jakiś argument za tym, że umieszczanie prelekcji RPGowych w innym budynku niż RPGowa część targów jest, dla wydawcy RPGów, kiepskim pomysłem).

  2. Wrzesień 9, 2013 o 10:04 pm

    System karteczkowy to metoda stara, jeszcze w MiM o niej pisali. Zapraszanie imienne MG to późniejszy wymysł (IMO głupi). W pierwotnej formule po prostu przychodził MG, zapisywał się, zgłaszał sesję. Po poprowadzeniu ustalonej liczby godzin dostawał zwykle refundację części bądź całości akredytacji. To był system w założeniach zapewniający sesje dla chętnych.

    • Listopad 25, 2013 o 10:17 am

      Zapraszanie imienne ma sens o tyle, że zapewnia minimalną ilość MG w razie, gdyby nikt się na samym konwencie nie zgłosił. Oczywiście, promuje fejm, wymaga darmowych wejściówek itd. Zupełnie subiektywnie: jeśli ktoś mnie nie zaprosi (bo konkurs, bo Juliusz powie „zróbmy orient express”), to sama się nie zmobilizuję.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: